![]() |
|
| Powrót do listy artykułów |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
![]() |
Tramwajem przez INDUNATURE
Tramwajem przez INDUNATURE dosiu: Wspólnie z kolegą Kurą przejechaliśmy kilkoma tramwajami trasę z Huty Katowice do Wójtowej Wsi. Jechaliśmy i wysiadaliśmy tam, gdzie chcieliśmy. Byliśmy w miejscach, które znamy z okna tramwaju, w miejscach, których nie znaliśmy w ogóle. Śniadanie zjedliśmy na plaży tuż przed blokami, zazdroszcząc trochę mieszkańcom. Odkryliśmy Industrialną Pustynię z "ruchomym węglem" (nazwaliśmy tak czarne ścieki, którymi zalewany był obiekt zabytkowy). Zwiedziliśmy starą fabrykę, w której jest inny świat, to miejsce nas powaliło. Jechaliśmy przez miasta wypełnione odnowionymi kamienicami i zabieganymi ludźmi. Mijaliśmy stare familoki z czerwonymi oknami. Posuwaliśmy się ciągle naprzód. Podróż zajęła nam cały dzień, mimo, że wszystkiego nie sposób zobaczyć dostaliśmy silną dawkę wrażeń i emocji. Wyznaczyliśmy kolejną trasę, tym razem z północy na południe - ze Stroszka do Ochojca. Kurus: Wyruszyliśmy z samego rana. Po raz pierwszy uczestniczyłem w tego rodzaju wypadzie. Owszem nie jestem domatorem, ale moje kroki kierowałem z reguły ku naturze. Tym razem mieliśmy eksplorować naturę industrialną. Górnośląski Okręg Przemysłowy. Kraina o charakterze typowo industrialnym a właściwie już postindustrialnym. Zamieszkała przez prawie 4 mln ludzi skupionych na niewielkim obszarze. Kiedyś był jednym z największych ośrodków przemysłowych w Europie, teraz w wielu miejscach staje się magicznym skansenem minionej epoki. Zanurzyliśmy się w krainę całkowicie przetworzoną przez człowieka, w prawdziwą miejską dżunglę. Jako środek lokomocji wybraliśmy tramwaj, którym przemierzyliśmy GOP ze wschodu na zachód, od Huty Katowice w Dąbrowie Górniczej aż po Wójtową Wieś za Gliwicami. Po drodze mi. Sosnowiec, Katowice, Chorzów, Zabrze. Jadąc kierowaliśmy się intuicją – wysiadaliśmy tam gdzie naszą uwagę przykuł jakiś budynek lub inny szczegół. I często trafialiśmy w miejsca niezwykłe. GOP zaczyna obfitować w miejsca już historyczne, choć prawie nikt ich za takie nie uważa. Rośnie liczba fabryk oraz innych obiektów opuszczonych i porzuconych. One zaczynają żyć własnym życiem, tworząc rzeczywistość iście magiczną. Tak jest np. z hutą w Szopienicach, przy penetrowaniu której opadły nam szczęki. Byliśmy tam w samo południe w sierpniowy, pogodny dzień. Wszystko zalane było intensywnym, jasnym światłem. Olbrzymie budynki, z plątaniną instalacji, pięter, urządzeń i maszyn. Wszystko to wydane na pastwę czasu i powolnego zniszczenia. Niezwykłe wrażenie robi miejsce, o którym wiadomo, że jeszcze niedawno tętniło życiem. Teraz jest całkowicie opustoszałe. Czuliśmy się jak odkrywcy badający jakąś starą, dawno upadłą cywilizację. Świętochłowice, wysiedliśmy z tramwaju na rzucone nagle przez któregoś z nas hasło. W parę minut później znaleźliśmy się w sercu starego, robotniczego osiedla. Urzeczeni chodziliśmy po plątaninie ulic, zakamarków, komórek, piwniczek i schodów. Co ciekawe, choć było wczesne popołudnie, było bezludnie i cicho. Kolory ceglanych familoków z jaskrawo czerwonymi okiennicami w połączeniu z intensywnym błękitem nieba tworzyły mieszankę iście psychedeliczną. Takich miejsc było wiele i tylko mogłem się domyślać ile jeszcze takich perełek kryje śląsko-zagłębiowska kraina. Odbierałem ją jako ocean fabryk, szybów, różnego sortu budowli, kolejowych szyn, cegieł, nagrzanych słońcem ulic i hałasujących tramwajów. Wszystko do kupy połączone w całodniową podróż przetoczyło się przez mój mózg niczym walec. Przeżycie z gatunku intensywnych aż do zmęczenia. Bez wątpienia warto jednak zanurzyć się w ten świat. Czułem się w nim nie jak turysta – dla mnie status banalny i nudny – ale jak odkrywca białych plam na mapie. |
| Sortuj rosnąco | Sortujuj malejąco |
| © 1998 - 2006 BędzinBeat | |