 |
Literacki tasiemiec. Epilog
Literacki tasiemiec. Epilog
Pisarze i czytelnicy przez całe lato współtworzyli na łamach Wysokich Obcasów powieść w odcinkach. Kolejne rozdziały napisali Krzysztof Varga, Izabela Sowa, Michał Witkowski, Hanna Samson, Piotr Siemion, Maciej Malicki i Marcin Świetlicki.
Epilog do powieści napisała Joanna Korczyk.
Reszta tekstów: Wysokie Obcasy
___________________________________
Epilog. Wydaje mi się, że jestem już doskonały Joanna Korczyk
Nie ma piekła, nie ma piekła, nie ma, nie ma, nie ma - powtarzałem sobie. Najgorszą wizją, jaką snułem przed śmiercią na temat swojego pośmiertnego życia, była perspektywa istnienia jako elektronu, impulsu elektrycznego, meta(fizycznej) zero-jedynki, uczestniczącej w procesie wymiany smsów czy maili miedzy moją byłą żoną a jej byłym szefem, Romanem.
Brałem taką ewentualność pod uwagę, ale Obecność Żony w moim, chociaż z powodu własnej śmierci, braku ulubionych płyt i książek już właściwie nie moim, pokoju ?! Obecność psychologiczna i natrętna?!
Pomyślałem, że jeszcze nie umarłem, że spaliła się tylko moja powłoka zewnętrzna, a mój mózg walczy jeszcze ze śmiercią i podczas tej walki produkuje te nieprawdopodobne, ba - skandaliczne koszmary.
Co w tym wszystkim najdziwniejsze i najbardziej fascynujące - pomimo swojego wyzywającego i tandetnego makijażu i złośliwości - moja żona stawała się coraz ładniejsza i ładniejsza. Pomyślałem nawet, że nadal ją kocham, ale zupełnie nie odpowiadało mi to, co ona do mnie mówiła. Wiłem się w męczarniach z powodu nie mającego najmniejszej szansy na spełnienie pożądania seksualnego i ciosów zadawanych mi przez nią - prosto w serce, wątrobę, w moje najczulsze miejsce...
Była ze mną i coraz bardziej mi się podobała. Ona - powabna i pełna goryczy. Ja - rozpierdolony na cząstki elementarne nieudacznik, największe rozczarowanie kobiety. - Jesteś zła - mówiłem. - Ale jestem Złem Koniecznym - szatańsko i pięknie się uśmiechała Obecność Mojej Byłej Żony.
Więziła mnie przez kilka dni, tygodni (trudno powiedzieć) porównując swój idealny związek z Romanem z naszym nieudanym, toksycznym małżeństwem. Wraz z upływem czasu zaczynałem pojmować, że ta czarownica, zuchwała i bezczelna wiedźma, decydując się na swoje nowe życie, a pozbawiając tym samym mnie swojego, teraz musi mi pomóc żyć wiecznie. Jest winna i jest to winna MNIE. Przestałem się bać i zrozumiałem, że kiedy mawiała 'popracujmy nad naszym związkiem, małżeństwo to ciągła praca i doskonalenie wzajemnych relacji, a ty przestałeś się doskonalić emocjonalnie' miała rację, bo ona często ma rację. Używała tylko języka, który był mi obcy.
I zaraz po tym, kiedy stało się to dla mnie oczywiste, kiedy przyznałem to sam przed sobą nie wypowiadając na głos ani słowa, ona wzięła mnie za rękę i poczułem ciepło.
A ona dotknęła mojej twarzy tak, jak kobieta dotyka twarzy mężczyzny, którego podziwia,
a ona szepnęła mi do ucha coś, czego nie zrozumiałem, ale to było dobre,
a ona znów mnie kochała i podziwiała,
i rozpłynąłem się jak czekolada na gorącym naleśniku (ja nigdy nie użyłbym takiego porównania, ale ona - owszem),
a ona wstała i wciąż trzymając mnie za rękę poprowadziła do wyjścia. Uniosłem się posłusznie,
a ona otworzyła drzwi a za drzwiami była jasność. - Wydaje mi się, że jestem już doskonały - powiedziałem,
a ona nie uznała tego za śmieszne.
Pstryk.
Obudziłem się po części na widelcu, po części na talerzu. Decorum zachowane. Skończyłem w ustach pięknej Andżeliki.
|