 |
Językowe bla bla bla
Na jakiś czas językowo się zagubiłam. Wciągnęła mnie sieć globalna, jak muszka w sieci pająka trzepotałam skrzydełkami, starałam się trzymać fason, styl i elegancję, ale gdzieś powoli zatracałam przecinki, kropki, średniki, duże litery, a przecież wiadomo, że Ty, Ciebie, Tobie pisze się z dużej litery, Ewa, Samuel, Polska i Warszawa, Kraków też - Kraków tym bardziej - jest przecież miastem o wysokiej kulturze osobistej, doceniła to nawet Galeria Kraków umieszczając na swoich wykwintnych posadzkach plan Starego Miasta. Przyjechali młodzi Brytyjczycy, zepsuli mi język, dlatego teraz słowa „kraków” używam w mailach.
Wszędzie tylko @, www, http a nawet https. FTP też, ale nie wiem nawet jak to ściągnąć. Jak muszka bzyczę bzz bzz bzz, gadu gadu, bla bla bla i inne komunikatory językowi szkodzą. Język polski jest mało ważny – na pewno mniej istotny niż język angielski, za sprawą którego do wszystkich mówimy „ty”, to nieeleganckie, proszę mówić do mnie Madame, a do niego Monsieur, jak już będziemy starzy. Będę chodzić w trampkach, jasnej spódnicy i koszulce, na włosach nie zrobię sobie trwałej, a on nie zapuści wąsa.
Apostrofu nie używam, bo nie mogę go znaleźć, na klawiaturze wprawdzie istnieje, ale kiedy próbuję go wywołać znowu @ skacze, je banana. Apostrofu nie mam i nie mam czasu go poszukać, a gdy próbuję znaleźć małpkę (żeby jednak napisać tego maila), widzę funta nadruk na klawiszu; po co mi funt – czy ja płacę w funtach albo przynajmniej na weekend się wybieram do jUKeja? Znaku zapytania nie używam, bo pisząc nie intonuję, a kiedy głos mój słychać, to nie widać pytajnika...czy...znak zapytania wymienić można na ‘czy’ na początku zdania? Można, ale to nie zawsze dobrze wypada, „czy co słychać” – nie potraktują cię poważnie, pracy nie dostaniesz...
Nie używałam ‘ą’ i ‘ę’, ale nie dlatego, że to pretensjonalne, tylko rękę miałam w gipsie albo polskiej czcionki nie miałam, bo to zagraniczna firma przecież, w której pracuję. Wiem, że gdzieś w Opcjach znaleźć można hidden settings, ale to jak szukanie kwiatu paproci w mglistą, listopadową noc.
Litera „m” dla mnie nie istnieje, nadruk zmazał się z klawiatury i zaczęłam zastępować ją szczuplejszą „n”, a więc „chcę do nany” – napisałabym w Gazecie Wyborczej gdybym była dziennikarką, że tak powiedziała Dorota Masłowska po odebraniu prestiżowej nagrody Nike.
Kiedyś spędziliśmy ze znajomymi serwestra w domku w górach. Za nic mieliśmy sernik naszych mam i konserwy rybne: to zbyt banalne jedzenie było. Popijaliśmy za to wódką koserną, ocieplaliśmy koledze domek seropianem, Balserowicz był chyba wtedy premierem. Mieliśmy do dyspozycji serenkę z firankami, o jakiej marzyłam od dziecka.
Kilka lat później przyszła moda na Chucka Norrisa, a więc ulubionym daniem stała się zdecydowanie chuckolada i kurchcuck. Wtedy mieszkałam już w Krakowie więc nie mogłam nie wiedzieć, że pod Wawelem są chuckramy, magiczne kamienie, które podobno mają wpływ na fakt, że Kraków jest jednak konserwatywnym miastem.
Piszę Arialem – Times New Roman nie używam w ramach ogólnopolskiego protestu przeciw ministrowi edukacji.
Asis
|