|
Majówka 06
Berlin Robiłem film z Francuzami na Pomorzu. Przeciągnęliśmy się od Gdyni do Berlina. A tam było polish party. Spotkałem kupe znajomych z całej Polski. Zatrzymałem się u Franziski, z którą robiliśmy Elektropopklub, jest dalej szalona. Następnego dnia do Brlina dojechali: Kala, Oko i Kowal. Było zimno, a oni zmęczeni. Kala kąpiel wzięła a chłopaki poszły spać. Zmokliśmy na Terra Polska, ale było fajnie. Marzliśmy pod budą opakowaną kartonami, który nasiąkał z każdą minuta. Poznaliśmy pokręconego Ruska i chichraliśmy się na artdyskusji o czymśtam. Wieczorem obudziliśmy śpiochów i zrobiliśmy wieczorek pol-niem, a potem... a potem był cudny spacer po nocnym Berlinie. Najpiękniejsze było to, że zupełnie nie wiedziałem ani gdzie jestem, ani dokąd zmierzamy. To był dłuuugi spacer, zakończony kolejką do „lokalu”. Staliśmy z pół godziny, ostra kontrola na bramce, szatnia i i i zwariowałem. Znalazłem się w industrialnej świątyni rozpusty. To przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Potężny budynek postinustrialny zaadoptowany na imprezownię. Na jednym poziomie dance flor wypełniony napakowanymi skinhedami gayami (tak wyglądali). Jeśli o mnie chodzi to zawsze myślałem, że takie sceny można zobaczyć tylko w kinie. Ale tym razem to ja byłem w filmie, który dopiero się zaczynał. Dalej idąc labiryntem korytarzy trafiłem na 2 dance flor, gdzie towarzystwo było powiedzmy „standard” - i chłopaki i dziewczyny. Tańczyliśmy przy basach wgniatających klatki piersiowe. To miejsce mnie rozwaliło, silna dawka emocji! Ale to jeszcze nie koniec. Na samym dole czarny labirynt darkroomów ze szparami, z których buchało czerwone światło. Miałem już dosyć. Kiedy wychodziliśmy nad ranem, przed wejściem wciąż stała długa kolejka. Fabryka dalej jest fabryką. Monachium Pospaliśmy aż godzinę, przed nami droga do Monachium. Wybraliśmy najtańszą opcje, więc jechaliśmy kilka godzin zmieniając pociągi. Było przyjemnie i relaksująco.
         Polish Party --- Monachium Spotkaliśmy Pawła i poszliśmy do kina w starej amerykańskiej dzielnicy wojskowej. Siedzieliśmy na trawniku, czas płynął miło, ludzie się dosiadali. Po polsku niemiecku angielsku. Przed kinem czerwony dywan rozłożyli. To dla organizatora imprezy, który przy okazji zmixował swe urodziny. Podjechał beemką, capucinowy garnitur. Od razu nam się nie spodobał. Nastawiałem się na mała imprezę, znajomi i znajomi znajomych. Tymczasem to mix oficiall und freaks. Najpierw pokazy filmów, w tym „Głupki we wsi” Pawła Siczka - nakręcony w Radomiu i okolicy, a potem Mooner zagrał. Towarzystwo stanowiły dwie grupy, jedni goście urodzinowi, drudzy goście filmowi, różnice było widać gołym okiem. W pewnym momencie podchodzi Kala i mówi, że wyrzucili Kowala. Solenizant przybył ze swą ochroną, która namąciła całą imprezę. Wraz z Kowalem wyrzucili też Pawła. Powód - zazdrość, zaczynaliśmy się lepiej bawić niż garnitursy, a to nie spodobało się organizatorowi solenizantowi. W każdym razie całe to zamieszanie było niezłym dopełnieniem do „Głupków we wsi”.
        Resztę pobytu spędziliśmy na squocie u Franza. Tam się czas zatrzymał, mają tak dużo możliwości, ale jeszcze więcej lenistwa, uciekałem do miasta, do parku z Pawłem, albo do Moonera i Poly. Kowal z Okiem poszli na stopa do Polski, my z Kalą wyruszyliśmy dzień później. Nie szło nam łapanie, które policja skutecznie uniemożliwiła. Wróciliśmy autokarem do Poznania i dalej pociągiem do Katowic.
     
       ps.Na squocie maja piękną łazienkę i prysznic, ale o tym ciężko pisać. Zrobiliśmy tam zdjęcia Fan Clubu Suki Off.
      foto: alternatywni turyści: Kala, Kowal, Oko, Dosiu
|