infookładkiartykułylinkikontaktnewsletter :  
  Powrót do listy artykułów

ZAPOMNIANE

Marek Grzegorz Locher

Czas, gdy przyjdą i wyrównają...
     

dlaczego to robisz?
Architektura i infrastruktura przemysłowa, a zwłaszcza kopalniana interesowała mnie od najmłodszych lat, z okna zawsze widziałem dwa okazałe kominy kopalnianej elektrowni oraz sylwetkę najpiękniejszej i jedynej w swoim rodzaju konstrukcji wieży kopalnianego szybu. A trzysta metrów od domu stał kopalniany szyb wentylacyjny więc huczenie wentylatorów było stałym akcentem dnia codziennego. Edukację ponadpodstawową rozpocząłem także wiążąc się z górnictwem, a jednak pracy na kopalni nigdy nie podjąłem... I tak dalej życie toczyło się dalej bez większych trudności gdy któregoś dnia przejeżdżając po raz kolejny przez centrum Katowic nagle dostrzegłem dosyć znaczne braki w krajobrazie – tym, który znałem od zawsze! To był brak kopalnianej wieży szybowej oraz całej ogromnej zabudowy sortowni węgla, a na mijanym od lat nasypie kolejowej bocznicy nie stały już charakterystyczne duże „Talboty”- był pusty, kolejnym szokiem był brak wieży szybu tak dobrze znanego – tego przy szkole górniczej, znałem tam każdy kąt, zniknął nawet most pod którym zawsze stała masa węglarek. Zabudowania sortowni stały całkowicie opuszczone, zniknął taśmociąg ponad drogą, a parking zwykle pełen ciężarówek czekających po węgiel zamienił się w plac manewrowy dla nauki jazdy! Nagle uzmysłowiłem sobie co tutaj się stało w czasie tych kilku lat, gdy zawalony pracą nie dostrzegałem żadnych zmian. Całości dopełniła jeszcze dziwna cisza w uszach bo szybu wentylacyjnego za oknem także już nie było! Niedługo potem wziąłem aparat fotograficzny i poszedłem w te miejsca z ciągłym niedowierzaniem, że może uległem jakiemuś chwilowemu złudzeniu, że tam nadal tętni kopalniane życie... Niestety tam trwała już tylko cisza i końcowe wyniszczanie. Wkrótce odkryłem jak ogromny był ten krajobraz zmian. I tak minęły już ponad trzy lata gdy kontynuuję ten niekończący się dokument o zniszczeniu i przemijaniu. W międzyczasie poznikały kolejne pozostałości, kolejne doskonale wpisane w krajobraz pomniki przemysłu, a jeszcze klika także pojawiło się na liście skreślonych.

co czujesz?
Obcując w tych monumentalnych ruinach zwykle jestem sam, wokół panuje specyficzna cisza, gdzieś przeleci gołąb, coś tam trzaśnie, wiatr poruszy płaty blachy na dziurawym dachu, teraz działa tu już tylko moja własna wyobraźnia. I tak samotnie przemierzam te przestrzenie zachowując jednak maksimum ostrożności – bo jeden zły krok i mnie nie ma! Kadry zwykle rodzą się same, trzeba tylko nauczyć się patrzeć by dostrzec piękno i niezwykłość kompozycji tych surowych form oraz ich jedyną w swoim rodzaju różnorodność specyficznych barw. Ale te miejsca nie są dla mnie jedynie „planem zdjęciowym” - w wypadku dużych obiektów przemysłowych lubię dowiedzieć się czegoś więcej o ich przeszłości, padają pytania np. jaką funkcję pełniła ta hala, gdzie znajdowały się kluczowe elementy całego tego „giganta”, te pytania z początku nie mają odpowiedzi, zaczynam jednak drążyć temat: wypytywać ludzi, szperać w internecie szukając starych zdjęć czy map..., trochę tych informacji zawsze można znaleźć. To mnie bardzo pozytywnie nakręca i motywuje, bo w sytuacji, gdy nie będąc nigdy wcześniej w tym miejscu w czasach jego działalności - na podstawie dwóch, trzech marnej jakości zdjęć i jednej mapy lotniczej znalezionej w internecie można dokładnie zidentyfikować np. gdzie znajdowały się wielkie piece Huty Kościuszko i jak przebiegała dostawa koksu ze znajdującej się obok koksowni!

Szychta na osiymnasto...
Czyli fragmynty dnia z tyj naszyj Mysłowickij Gruby! O 17:20 na cechowni zaczyna już robić się gwarno. Jedni stoją, dyskutują, inni idą już do łaźni. Tam, za drzwiami wahadłowymi także gwarno, ale uwaga - bo w każdym miejscu może nam na głowę wpaść para gumioków z resztą ubrania roboczego - tak, to szatnia łańcuszkowa. Wysoka hala z setkami ubrań zawieszonych na łańcuszkach pod stropem - podobno dawniej nowoprzyjętym młodym górnikom mawiano, że to ubrania tych, którzy z dołu nie wyjechali !!

      
     

co jest dla Ciebie widokiem szczególnie szokującym?
Znaleźć się w miejscu/terenie poprzemysłowym, w którym nie zostało dosłownie nic, nic ze znajdującej się tu kiedyś kopalni czy koksowni. Widać tylko pustą, gliniastą lub już porośniętą małymi drzewami przestrzeń, gdzieniegdzie rysują się dawne drogi wewnętrzne, a w granicy terenu donikąd prowadzi szkielet ciągu ciepłowniczego...

jak znajdujesz?
Obserwuję, obserwuję okolice w których bywam, przez które przejeżdżam samochodem – staram się dostrzegać choćby fragmenty jakiejś zabudowy przemysłowej ogromną wskazówką są stare mosty kolejowe, miejsca po nich bądź nieuczęszczane, zarośnięte nasypy... Moim kluczowym pomocnym elementem jest stary, postrzępiony atlas GOPu – wydanie z 94 roku, to w nim jak to zawsze mawiam „wszystko jeszcze jest”. Więc gdy np. mijam taki zarośnięty, opuszczony nasyp kolejowy – zapamiętuję to miejsce i już w myślach zadaję sobie pytanie „co tam też kiedyś jeździło i dokąd?” Natychmiast po powrocie do domu sięgam po niezawodny stary atlas, w którym znajduję ów tor i śledząc go trafiam do miejsca, do którego prowadził - czasem jest to właśnie kopalnia, cynkownia, bocznica huty lub po prostu szlak po wąskotorówce czy kolei piaskowej nieistniejącego już szybu podsadzkowego którejś z kopalń.

Cynkownia:
Zwykły dzień gdy nagle w radiu podali że to koniec, pomyślałem „a więc jednak?”. Kilka miesięcy wcześniej już krążyły takie plotki więc jeszcze wtedy pojechałem tam na „pożegnalną sesję” tak na wszelki wypadek. Po tej informacji wróciły wspomnienia, znam przecież ten obiekt od dziecka, przez Wełnowiec przejeżdżało się zawsze jadąc z rodzicami do babci na Bytków! Zapowiadana agonia trwała kilka dni, śledziłem jedynie forum dyskusyjne... W piątek rano w radiu podano, że dziś wysadzą ostatni fragment, przyjąłem to chyba spokojnie wiedząc, że raczej nie uda mi się tam być, „niech inni to uwiecznią” - tą myślą dalej skupiałem się na pracy. Zbieg takich czy innych okoliczności spowodował, że przed 15stą jednak znalazłem się na miejscu. To był ciepły lecz ponury, deszczowy, smutny dzień, minerzy uwijali się z ostatnimi pracami, zrobiłem parę ostatnich klatek, rozmawiałem z miejscowymi, widownia powoli się zbierała. O 16 z minutami to się stało – najpierw dach-kręgosłup i zaraz ściana szczytowa strzelona na pół położyła się na całości. Patrzyłem na to przez wizjer aparatu i te kilka chwil dla mnie mijało jak w zwolnionym tempie – niczym klatka po klatce w rytm dźwięku migawki mojego aparatu... Potem tylko kurz i cisza, nie wiedziałem jeszcze, że tak jest zawsze gdy coś strzelają... opadł kurz, a lokalna społeczność już tam była, jeszcze tylko kilka klatek „na prochach” i opuszczam kolejne miejsce zmienionego na zawsze krajobrazu. To umarł znany symbol – magiczne miejsce i natchnienie wielu fotografików.  
              

załóżmy, że możesz wszystko. gdybyś dostał jakiś industrialny obiekt, co byś z nim zrobił? Pewnie własne mieszkanie i część na galerię, czy to standardowa odpowiedź ?! Jednak wolałbym nigdy nie mieć takiej okazji, zwykle patrzę na to wyłącznie pod kątem pierwotnego (technicznego) przeznaczenia takiego obiektu, nie sprawia mi przyjemności oglądanie jak w dzisiejszych czasach robią z tego jakiś szpanerski „cyrk” czy gadżet z wywieszoną, podświetlaną reklamą hipermarketu. Wolę jednak poprzestać na dokumencie o przeszłości takiego miejsca. A co z „sylwetką najpiękniejszej i jedynej w swoim rodzaju konstrukcji wieży kopalnianego szybu” ? Istnieje do dzisiaj razem z resztą wciąż działającej kopalni, nadal cieszę się jej widokiem i niech tak pozostanie jak najdłużej...

www.zapomniane.com                        T.O.Z.I.

Sortuj rosnąco | Sortujuj malejąco


Imię, Nazwisko, Ksywa :e-mail:www:
Komentarz:
Treść z obrazka:

Wpisz tekst z obrazka

Wyślij
 © 1998 - 2006 BędzinBeat