 |
NOWE DZIELNICE
alternatywa dla miasta (czyt. Indunature*) cz.1
T.O.Z.I. z netu pomału wychodzi, licz się z T. O. Z. I.
Karol Dośtego
Nowe miasta, nowe historie, nowi ludzie, nowe zjawiska. Fabryki zamienione na domy, pracownie, biura, teatry, szkoły, sklepy, parkingi, kluby, imprezownie i i i.... Nowe dzielnice - alternatywa dla miasta. Byłem ostatnio w takim miejscu (zobaczysz w 2 części), 10 lat temu zamknęli fabryki. Teraz miasto zaczyna kolejny rozdział swojej historii. Różnorodna forma adaptacji i zdarzeń w niej zachodzących być może kiedyś stanie się tradycją. Wszystko zaczęło się od klubu... teraz niesamowite, kiedy idziesz miedzy zamieszkałymi fabrykami, które pełnią nowe funkcje. Czujesz życie, zaskakuje cię różnorodność rozwiązań i pomysłów, pogodzenia starego z nowym. Wszystko dookoła niezwykłe, nie jest takie miejskie.
Industrialne dzielnice są na całym świecie, a u nas? U nas się to burzy! Zamienia na tandetne tanie hale, blaszano szklane, rażące brzydotą i ogłupiające do reszty nas wszystkich. Nawet śmierdzą wszystkie tak samo. Ok, niech superhiper kombinują, ale niech wkomponowują galerie sztuki zakupów w krajobraz, adoptują industrialną naturę. Szanują losy setek tysięcy ludzi, którzy z pokolenia na pokolenie żyli i pracowali. Nie ładnie tak przekreślać ich trud i wysiłek, nie tylko w fabrykach, ale w zwykłym życiu kilku pokoleń, które wytworzyło własną kulturę. Nie ładnie. Ta architektura połączona z socjologią jest bardzo specyficznym zjawiskiem, jest magnesem, który przyciąga innych spoza tej krainy. Wiem, bo mam z nimi kontakt. Pokazuję to zanikające zjawisko. Nie mówię za wiele, pytania narzucają im się same na usta. Często są podekscytowani. Razem szukamy odpowiedzi. Nie możemy zrozumieć, staramy się, ale jedyna odpowiedź: głupota, nasza własna głupota, która na dodatek potrafimy przed sobą usprawiedliwić mówiąc : „... ale co ja mogę..?”
Przekreślamy własną historię, siłą wymazujemy ją z pamięci. Pozostawiamy ją samej sobie, krainę niegdyś tętniącą setkami kominów. Dlaczego zamek jest zabytkiem, starówka, kościół a fabryka nie??? Nie kumam, ale nie zgadzam się z tym! Nie wiem jak ty się czujesz, kiedy przed oknem kleją ci kolejną kolorową papkę ogłoszeń, albo puszczają sztuczne ognie z okazji najnowszej promocji. Ja uciekam jak najdalej, zamykam oczy, zatykam uszy, nie chcę tego! Nienawidzę tego i tych wszystkich, którzy pędzą, bo może się uda i coś dostaną, bo to niesamowita okazja, bo bo... Tymczasem obok znika kolejna huta, stara, pojechana architektonicznie, albo łańcuszkowa łaźnia górnicza, albo cementownia, ba często likwidacja jest zaplanowana.
Dziwny z nas naród co swojego nie szanuje, wręcz je niszczy. Tkwiący w niemocy własnej, przekreślający siebie mówiąc: „tak już jest i nie zmienisz tego”. Masa żyjąca bez celu uciekająca od odpowiedzialności przed samą sobą. I tak historia nas oceni. Nie uciekniemy. Dlatego zakładam (w rozumieniu papierowych urzędasów uzbrojonych w moc prawa) legalne Towarzystwo Obrońców Zabytków Industrialnych T.O.Z.I. nie potrzebuję definicji zabytku, chcę chronić, wszystko co jeszcze pozostało po industrialnej erze. Wiem, że nie jestem sam, jest nas wielu, musimy się poznać i działać, a nie gdybać, debatować i snuć teorie. Nic mi po nich, kiedy miasto umiera. Nie chcę, aby w przyszłości okazało się, że postępujemy źle. Nie godzę się na to, a winnych będę publicznie wytykał palcem. | Byłem we wrześniu na dyskusji o „górnośląskim dziedzictwie”. Zielony stolik ze służbowymi stołkami przed rzędami cicho siedzących krzeseł, to najgorsza z możliwych opcji na dyskusję. Ciekawe podejście do tematu: „zastanówmy się co należy zaliczyć do górnośląskiego dziedzictwa, przede wszystkim co to jest górnośląskie dziedzictwo? Gdzie jest Śląsk? Co się stało i o co chodzi? Kogo za to ukarać?” Eksperci wydymali się na wszelkie sposoby. Sama dyskusja była klasycznym polskim show uciekania od odpowiedzialności. Raz o mało nie pękłem ze śmiechu, kiedy Konserwa Zabytkowa tłumaczyła o katastrofalnej korozji, która była efektem opar kwasu solnego używanego w cyklu produkcyjnym w Cynkowni na Wełnowcu, jej wpływu na konstrukcję, grożąc zawaleniu i z tego właśnie powodu zburzoną. Z kolei Głowa Senatu szybko opuściła salę tłumacząc się służbowym tourne, a szkoda, bo chciałem zapytać o starą hutę w Szopienicach, która najpierw została zalana gównem, a potem zniknęła z powierzchni Ziemi. Przedziwne bzdety tam gadali.
Jeszcze raz podkręślam... Zasadniczo, rzecz biorąc przez gadanie nic z górnośląskiego dziedzictwa nie zostanie!!! Dość paplania bierzmy się do działania! Niedługo zniknie jeszcze więcej, a ja nie mam ochoty na następne industrialne stypy. Dajmy na to po unikatowej (jedynej w swoim rodzaju na świecie, blisko stuletniej) Wieży Ciśnień w Zabrzu, którą należy czym prędzej zesquotować, a właścicielowi w ramach kary kazać ją wyremontować. Jak długo, Ci zza zielonego stolika będą nam zarzucać brak świadomości społecznej wobec rzeczywistości, w której żyjemy. A czy mnie ktoś pyta czy chcę bilboard przed oknem, albo park zakupów za blokiem? Czy nie ma ludzi, którzy lubią fabryki? CZY NAS NIE MA?
Już czas najwyższy przestać milczeć i tchnąć nowe życie w miasto, które zaczyna przerażać nagłym przyrostem promocyjnej tandety zamieniającej ludzi na towar, powoli pozbawiając ich wyboru. Miasto, którego nie szanujemy i niszczymy. Skazujemy na zagładę, zamykając oczy poddajemy się bez słowa sprzeciwu. Co robić? Moja odpowiedź: industrialna dzielnica, nie do zwiedzania jako relikt minionej epoki, ale jako kolejny etap w życiu miasta, w którym jeśli zechcesz i Ty będziesz mógł zamieszkać. I nie mówcie mi, że to tylko od pieniędzy zależy! Głównie od nas.
Powtarzam się, być może przynudzam w kółko o tym samym nawijam i krzyczę, to dlatego, że Cię potrzebuję, żebyś wsparł mnie i wykrzyknął z siebie, że nie godzisz się na bezpowrotną destrukcję własnej przeszłości. Odblokuj się. Co dwie głowy to cztery ręce... pole do działania jest olbrzymie. teraz najważniejsze, to uświadomić tych wszystkich speców od zniszczenia, że my też mamy prawo głosu - krzyku, że T.O.Z.I. nie żartuje.
* INDUNATURE - zmęczona kraina na południu Polski,zamieszkana przez setki tysięcy jakoś żyjących ludzi, która prędzej czy później eksploduję tłamszoną energią, a jej skutków raczej nie powinniśmy się obawiać.
|